Lato, lato, lato czeka...
Razem z latem czeka rzeka.
Razem z rzeką czeka las.
A tam ciągle nie ma nas...
W ciągu najbliższych trzynastu dni.
1. Spakować cały bajzel.
2. Wynająć mieszkanie.
3. Ogarnąć stos papierów w pracy.
4. Nauczyć, przekazać to i owo.
5. Przeżyć lament rodziców.
6. Pozamykać co się da.
7. Przewieść Córkę, siebie, masę kartonów i sto jeden doniczek z kwiatami.
8. A może kwiaty wydać?
9. A może się nie przeprowadzać?
10.A może.......
Już tęsknię...
Cholera!
A co! Porzucamy!
Kurwa mać, że ja taka głupia jestem nad podziw! No szok!
Co ja sobie w ogóle myślałam?
Że niby doceni to, że chcę być w porządku, że zrozumie?
Zachciało mi się szczerości!
Kurwa mać!
Zachciało mi się wyjaśniać, powiadamiać... ROZMAWIAĆ.
A on mnie najnormalniej w świecie OLAŁ.
PIERDOLONY BUC!
Nie widzę powodu, żeby Panią oglądać.
No kurwa!
Też przyjemności z tego spotkania nie chciałam czerpać.
Ba! Nawet pisanie pieprzonego smsa wyprowadziło mnie z równowagi.
O powrotach też nie miało być mowy!
Więc sobie idź w PIZZDUUU! Tatusiu doskonały!
Czytaj gazety, może to z w nich poznasz aktualny adres pobytu swojego dziecka.
Notka zupełnie a’polityczna.
Początek roku przyniósł zaskakująco dobre rozwiązania.
Po pierwsze wolność. I to wolność w dużym stopniu zupełnie niezależną od byłego męża. Druga z kolei sprawa rozwodowa przebiegła sprawnie a zakończenie jej było, sądząc po minie pozwanego, zupełnie niespodziewane. Wywiad kuratora okazał się bardzo niepokojący i spowodował ograniczenie władzy rodzicielskiej. Sąd uznał (i słusznie!), że istnieją przesłanki do całkowitego pozbawienia ojca owych praw.
Działając wspaniałomyślnie (a może bezmyślnie?) i wbrew namowom sądu zrezygnowałam na razie z rozpoczęcia tego postępowania. Jednocześnie ograniczyłam wizyty Córki u taty do jednej w miesiącu. Jak do tej pory pretensji nikt nie zgłasza.
Po drugie, żeby zachować równowagę w przyrodzie, wprost z deszczu wpadam pod rynnę (wszak lubię moknąć!) i z końcem roku szkolnego zamieniam Śląsk na Małopolskę. Kilkadziesiąt metrów kwadratowych na trzysta trzydzieści (teraz to dopiero będę miała, co sprzątać). Oprócz jednej nieletniej Córki, będę miała jeszcze dwie pełnoletnie.
Ha! To dopiero daje możliwości :-)
Byłego, o rok młodszego męża zamieniam na starszego…jeszcze nie męża!
I tak się zastanawiam.
Lepiej być konkubiną, czy macochą?
Macochą, czy konkubiną? :-)
Życie pisze najbardziej popieprzone scenariusze.